🐞🐞🐞
-Nie mam się w co ubrać, Tikki! - jęknęłam, opadając na krzesło.
-Masz całą szafę ubrań! - zaprotestowało moje Kwami, marszcząc czoło.
-Ale wszystkie są nieodpowiednie! W tym wyglądam jak dziecko, ta koszulka jest już dawno sprana, a tej sukienki nie założę za nic w świecie - mówiąc, wskazywałam poszczególne rzeczy rozrzucone po podłodze. - Nie mogę iść na to spotkanie, wyglądając jak... jak zwykle!
-Ale wszystkie są nieodpowiednie! W tym wyglądam jak dziecko, ta koszulka jest już dawno sprana, a tej sukienki nie założę za nic w świecie - mówiąc, wskazywałam poszczególne rzeczy rozrzucone po podłodze. - Nie mogę iść na to spotkanie, wyglądając jak... jak zwykle!
-Kogo ja oszukuję. To bez sensu, i tak wyjdzie beznadziejnie. Wygłupię się, albo Adrien nie przyjdzie, albo...
-Będziesz musiała porzucić plany - rzuciła Tikki.
-Właśnie!
-Mówię serio, Marinette. Sama zobacz.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że Tikki nie odrywa oczu od najnowszych doniesień kanału informacyjnego spod katedry Notre-Dame. Zwiększyłam głośność.
-... podejrzewają, że to nowy wytwór Hawk Motha. Prosimy mieszkańców o pozostanie w domach i przeczekanie aż sytuacja się uspokoi. Spod katedry Notre-Dame nadawała dla państwa...
Wyłączyłam się, kiedy kamerzysta zrobił zbliżenie i sylwetka nowego złoczyńcy stała się wyraźniejsza. Wytrzeszczyłam oczy w niedowierzaniu.
-Copycat!?
-Nie sądzę - ostudziła mnie Tikki. - Przyjrzyj mu się uważnie. Coś z nim jest nie tak.
Skupiłam się na postaci na ekranie i musiałam przyznać jej rację. Copycat był wiernym odtworzeniem Chat Noir, włączając w to wszystkie moce miraculum. Ten nowy wyglądał natomiast jakby tylko zainspirował się postacią mojego towarzysza: miał prawdziwe pazury, ćwiekowaną kurtkę i te oczy! Lśniły jak złoto i były równie martwe, co nadawało ich właścicielowi przerażającego wyglądu.
-A co to ma być?
-Łudząco podobne do Antibug - Tikki popatrzyła na mnie wyczekująco.
-Myślisz, że Chat Noir zalazł komuś za skórę? - zastanowiłam się nad prawdopodobieństwem. - Hm, właściwie to taki jakby jego dar. Tikki...!
Przerwał mi dzwonek telefonu. Zerknęłam na wyświetlacz. Alya.
-Widziałaś wiadomości?! - wykrzyczała do słuchawki, kiedy tylko odebrałam. - Muszę koniecznie iść pod katedrę! Kino odwołane. Nino odezwie się do Adriena.
-Nie ma sprawy. I tak powinniśmy zostać w domach - poinformowałam ją, chociaż nie miało to najmniejszego sensu.
Rozłączyła się, nawet nie czekając na moją odpowiedź. Wzruszyłam ramionami.
-Nikt jej nie zatrzyma. Tikki, kropkuj!
😼😼😼
Pod katedrę udało mi się dotrzeć jeszcze przed Alyą i co ważniejsze, przed Chat Noir, który nie odpowiadał na moje telefony, chociaż wyraźnie był dostępny. Za to tłum fotoreporterów i nowa ofiara Hawk Motha zdążyli już zniknąć, nie zostawiając żadnych wskazówek co do swojego następnego ruchu. Ruszyłam pierwszą uliczką z brzegu, mając nadzieję, że złoczyńca nie uciekł za daleko. W końcu i tak musiał mnie znaleźć, żeby zdobyć miraculum.
Na ulicach nie mijałam zbyt wielu ludzi, większość ukryła się w domach i czekała aż ich obrońcy "załatwią sprawę". Właśnie, obrońcy... Spróbowałam ponownie skontaktować się z Chat Noir, ale odpowiadał mi tylko głuchy sygnał.
-Szukasz kogoś?
Uśmiechnęłam się na dźwięk znajomego głosu. Odwróciłam się do źródła.
-Mógłbyś czasem odbierać telefon, ko... - urwałam w pół słowa, zupełnie zaskoczona tym, co zobaczyłam. - Kitty Cat?!
Nowy złoczyńca Hawk Motha stał przede mną w całej okazałości. Miał koci kij, którym wywijał z nonszalancją znajomym gestem. Przechylał głowę z zainteresowaniem, machając ogonem, ale w jego oczach brakowało tej sympatycznej iskierki, którą tak lubiłam. Stroszył uszy, jakby szykował się do ataku i ten ruch też wydawał mi się swojski. Ale na tym kończyły się wszystkie podobieństwa. Ostre pazury, oczy bez duszy i nowy strój zupełnie nie przypadły mi do gustu.
-Szukasz kogoś?
Uśmiechnęłam się na dźwięk znajomego głosu. Odwróciłam się do źródła.
-Mógłbyś czasem odbierać telefon, ko... - urwałam w pół słowa, zupełnie zaskoczona tym, co zobaczyłam. - Kitty Cat?!
Nowy złoczyńca Hawk Motha stał przede mną w całej okazałości. Miał koci kij, którym wywijał z nonszalancją znajomym gestem. Przechylał głowę z zainteresowaniem, machając ogonem, ale w jego oczach brakowało tej sympatycznej iskierki, którą tak lubiłam. Stroszył uszy, jakby szykował się do ataku i ten ruch też wydawał mi się swojski. Ale na tym kończyły się wszystkie podobieństwa. Ostre pazury, oczy bez duszy i nowy strój zupełnie nie przypadły mi do gustu.
-Tęskniłaś?
Mój zakumizowany przyjaciel nie dał mi zbyt wiele czasu na oswojenie się z szokującym odkryciem. Zaatakował znienacka, podcinając mi nogi kocim kijem i tnąc pazurami. Odsunęłam się w ostatniej chwili, tracąc stabilne podparcie i spadając w przepaść. Zarzuciłam jojo, umykając złoczyńcy, który najwyraźniej nie miał zamiaru odpuszczać. Czułam jego obecność, kiedy przemierzałam paryskie dachy, gorączkowo usiłując znaleźć jakieś rozwiązanie. Walka z ofiarą Hawk Motha bez wsparcia brzmi jak szaleństwo. Obejrzałam się przez ramię; zakumizowany Chat Noir deptał mi po piętach. Nie ma mowy o dotarciu do Mistrza Fu dopóki nie pozbędę się ogona.
Mój zakumizowany przyjaciel nie dał mi zbyt wiele czasu na oswojenie się z szokującym odkryciem. Zaatakował znienacka, podcinając mi nogi kocim kijem i tnąc pazurami. Odsunęłam się w ostatniej chwili, tracąc stabilne podparcie i spadając w przepaść. Zarzuciłam jojo, umykając złoczyńcy, który najwyraźniej nie miał zamiaru odpuszczać. Czułam jego obecność, kiedy przemierzałam paryskie dachy, gorączkowo usiłując znaleźć jakieś rozwiązanie. Walka z ofiarą Hawk Motha bez wsparcia brzmi jak szaleństwo. Obejrzałam się przez ramię; zakumizowany Chat Noir deptał mi po piętach. Nie ma mowy o dotarciu do Mistrza Fu dopóki nie pozbędę się ogona.
Skręciłam za hotelem Grand Paris i ukryłam się w cieniu kolumn przy głównym wejściu. Elegancki mężczyzna w garniturze na miarę zamarł w pół kroku, patrząc na mnie ze zdumieniem. Przytknęłam palec do ust i gestem pokazałam mu, żeby się nie zatrzymywał. Kiedy mężczyzna zniknął we wnętrzu hotelu, rozejrzałam się po okolicy. Ani śladu kota. To było łatwiejsze niż sądziłam.
Zawróciłam pod katedrę, zmierzając do domu Mistrza Fu. Zwolniłam, dostrzegając w dole biegnącą z telefonem w ręku Alyę. Mówiła coś, robiąc zapewne transmisję na żywo na swojego bloga, a to mogło oznaczać, że dostrzegła Ladybug. Skoro jednak ja byłam na dachu, a ona kręciła coś przed sobą, bez dwóch zdań oznaczało to nadciągające kłopoty.
Odwróciłam się, w ostatniej chwili unikając rzuconego w moim kierunku kija. Chat Noir był niedaleko, lustrując mnie wściekłym spojrzeniem. Nie mogę uwierzyć, że dopadła go akuma. Zeskoczyłam z dachu, lądując tuż przy Alyi. Co takiego się stało?
-Świetnie cię widzieć! - ucieszyła się na mój widok, nic sobie nie robiąc ze zbliżającego się niebezpieczeństwa. - Czy mogłabyś powiedzieć...
-Powinnaś się stąd ewakuować, Alya.
-Nie ma mowy! Muszę...
-Uważaj! - krzyknęłam, chociaż oczywistym było, że Alya jest za wolna.
Jak w zwolnionym tempie widziałam lecącą ku przyjaciółce postać w czarnym kostiumie, a potem wszystko działo się już bardzo szybko. Sięgnęłam po swoje jojo i zamachnęłam się, oplatając Alyę, po czym odciągnęłam ją na bok i zwinęłam broń.
-Uciekaj!
Alya tym razem posłusznie odbiegła w przeciwnym kierunku, chociaż podejrzewałam, że po prostu schowa się w jakiejś bramie z dobrym widokiem na całą akcję. Odwróciłam się do kota.
-Przestałaś uciekać, Bugaboo?
Przemilczałam odpowiedź, analizując sytuację, w której się znalazłam. Nie miałam pomysłu, co robić dalej, zwłaszcza, że mój jedyny plan opierał się na wezwaniu Reny Rouge. Mogłam zmusić Chat Noir do użycia cataclysmu, ale brakowało mi pewności, czy jego moce nadal działały tak jak zwykle. Co, jeśli ogranicznik czasowy już go nie dotyczył? A nawet jeśli, to co by się stało, gdyby ostatnia poduszka z pierścienia zniknęła? Nie miałam gwarancji, że Chat Noir stanie się bezbronny. Poza tym nadal uważałam, że nie powinniśmy znać swoich tożsamości. Zagryzłam wargę.
-Zawsze możesz oddać mi swoje miraculum po dobroci - odezwał się. - Zaoszczędziłoby to nam bezsensownej walki.
-Chyba śnisz.
Zakumizowany Chat Noir wykrzywił usta w groteskowej parodii uśmiechu i sięgnął po swoją broń.
-Świetnie. Nawet tak wolę.
Tym razem byłam przyszykowana na starcie, ale ciężko było mierzyć się z oburęcznymi ciosami wysłannika Hawk Motha zaślepionego pragnieniem zdobycia miraculum. Tylko jakiś zupełny przypadek sprawił, że udało mi się obezwładnić Chat Noir, który mrugnął do mnie, uderzając otwartą dłonią w ulicę.
-Cataclysm!
Ziemia zatrzęsła się, pękając we wszystkich kierunkach, a Chat Noir wykorzystał chwilową niestabilność, żeby zepchnąć mnie z siebie. Odturlałam się, jednocześnie unikając wymierzonego w moją głowę kociego kija.
-Nieładnie kopać leżącego - syknęłam, wyjmując jojo.
Zerknęłam w kierunku pierścienia Chat Noir i ze zgrozą odkryłam, że nie było na nim zupełnie nic. Cały pokryty głęboką czernią pozbawił mnie wszelkich nadziei na osłabienie przeciwnika po użyciu mocy. No to jestem w kropce.
Mój umysł pracował na zwiększonych obrotach. Zupełnie jak Chat Noir, który zaatakował ze zwiększoną siłą, najwyraźniej rozdrażniony wcześniejszą przegraną. Zaciskał ze wściekłością zęby i odnosiłam wrażenie, że zaraz zacznie warczeć, co jakimś cudem wydało mi się niesamowicie zabawne. Sytuacja była jednak dużo mniej niż zabawna. Walczyłam automatycznie, gorączkowo starając się znaleźć jakiejś wyjście z tej chorej historii. Zdarzało mi się już ścierać z Chat Noir, ale nigdy nie podejrzewałam, że przyjdzie mi mieć w nim prawdziwego wroga.
Zawróciłam pod katedrę, zmierzając do domu Mistrza Fu. Zwolniłam, dostrzegając w dole biegnącą z telefonem w ręku Alyę. Mówiła coś, robiąc zapewne transmisję na żywo na swojego bloga, a to mogło oznaczać, że dostrzegła Ladybug. Skoro jednak ja byłam na dachu, a ona kręciła coś przed sobą, bez dwóch zdań oznaczało to nadciągające kłopoty.
Odwróciłam się, w ostatniej chwili unikając rzuconego w moim kierunku kija. Chat Noir był niedaleko, lustrując mnie wściekłym spojrzeniem. Nie mogę uwierzyć, że dopadła go akuma. Zeskoczyłam z dachu, lądując tuż przy Alyi. Co takiego się stało?
-Świetnie cię widzieć! - ucieszyła się na mój widok, nic sobie nie robiąc ze zbliżającego się niebezpieczeństwa. - Czy mogłabyś powiedzieć...
-Powinnaś się stąd ewakuować, Alya.
-Nie ma mowy! Muszę...
-Uważaj! - krzyknęłam, chociaż oczywistym było, że Alya jest za wolna.
Jak w zwolnionym tempie widziałam lecącą ku przyjaciółce postać w czarnym kostiumie, a potem wszystko działo się już bardzo szybko. Sięgnęłam po swoje jojo i zamachnęłam się, oplatając Alyę, po czym odciągnęłam ją na bok i zwinęłam broń.
-Uciekaj!
Alya tym razem posłusznie odbiegła w przeciwnym kierunku, chociaż podejrzewałam, że po prostu schowa się w jakiejś bramie z dobrym widokiem na całą akcję. Odwróciłam się do kota.
-Przestałaś uciekać, Bugaboo?
Przemilczałam odpowiedź, analizując sytuację, w której się znalazłam. Nie miałam pomysłu, co robić dalej, zwłaszcza, że mój jedyny plan opierał się na wezwaniu Reny Rouge. Mogłam zmusić Chat Noir do użycia cataclysmu, ale brakowało mi pewności, czy jego moce nadal działały tak jak zwykle. Co, jeśli ogranicznik czasowy już go nie dotyczył? A nawet jeśli, to co by się stało, gdyby ostatnia poduszka z pierścienia zniknęła? Nie miałam gwarancji, że Chat Noir stanie się bezbronny. Poza tym nadal uważałam, że nie powinniśmy znać swoich tożsamości. Zagryzłam wargę.
-Zawsze możesz oddać mi swoje miraculum po dobroci - odezwał się. - Zaoszczędziłoby to nam bezsensownej walki.
-Chyba śnisz.
Zakumizowany Chat Noir wykrzywił usta w groteskowej parodii uśmiechu i sięgnął po swoją broń.
-Świetnie. Nawet tak wolę.

-Cataclysm!
Ziemia zatrzęsła się, pękając we wszystkich kierunkach, a Chat Noir wykorzystał chwilową niestabilność, żeby zepchnąć mnie z siebie. Odturlałam się, jednocześnie unikając wymierzonego w moją głowę kociego kija.
-Nieładnie kopać leżącego - syknęłam, wyjmując jojo.
Zerknęłam w kierunku pierścienia Chat Noir i ze zgrozą odkryłam, że nie było na nim zupełnie nic. Cały pokryty głęboką czernią pozbawił mnie wszelkich nadziei na osłabienie przeciwnika po użyciu mocy. No to jestem w kropce.
Mój umysł pracował na zwiększonych obrotach. Zupełnie jak Chat Noir, który zaatakował ze zwiększoną siłą, najwyraźniej rozdrażniony wcześniejszą przegraną. Zaciskał ze wściekłością zęby i odnosiłam wrażenie, że zaraz zacznie warczeć, co jakimś cudem wydało mi się niesamowicie zabawne. Sytuacja była jednak dużo mniej niż zabawna. Walczyłam automatycznie, gorączkowo starając się znaleźć jakiejś wyjście z tej chorej historii. Zdarzało mi się już ścierać z Chat Noir, ale nigdy nie podejrzewałam, że przyjdzie mi mieć w nim prawdziwego wroga.
-Cataclysm!
Dłoń w rękawiczce cięła powietrze w
kierunku mojej twarzy. Oplotłam jojo wokół nadgarstka Chat Noir i szarpnęłam,
odrzucając go od siebie. Nieograniczony cataclysm?!
To chyba jakiś żart. Odwróciłam się w momencie, kiedy mój zakumizowany
przyjaciel pozbierał się z ziemi i ruszył biegiem, żeby mi za to odpłacić.
Zaczyna
się robić gorąco.
-Lucky charm!
🐞🐞🐞
Cześć i dzięki za przeczytanie drugiej części Villain Cat ;)